1
Druga klasa liceum, i masa nowych ludzi. Masa nowych twarzy na korytarzach.
Nasze trzy klasy drugie są bardzo liczne... no dobra powiedzmy że są liczne.
Nasza klasa liczy około 25 osób. 2A liceum liczy ponad 20 osób podobnie jak i 2C.
Rozpoczęcie roku minęło całkiem przyjemnie. W towarzystwie naszej klasy na apelu nie może być nudno.
Szliśmy korytarzem na parterze. Moja uwagę przykuł wysoki brunet kruczoczarnych włosach. Wiem kupy się nie trzyma. Jego włosy są ciemnego koloru, a oczy jasnego zielonego.
- Um... Carter? - powiedział Walker, mój najlepszy przyjaciel.
- Yyy... co? - powiedziałam spuszczoną wzrok kiedy zostałam odkryta przez Bruneta.
- No nie gadaj... - uśmiechnął się i spojrzał na chłopaka z tyłu który chwilę nam się przyglądał.
- Walker! - pisnęłam i odwróciłam chłopaka.
Pociągnęłam chłopaka za sobą i zaciągnęłam do sali. Tam on chciał usiąść do swoich chłopaków ale jednak wybrał mnie.
- Carter? - wyczytała mnie z listy wychowawczyni.
- Jestem! - krzyknęłam przez szmer w klasie.
- Kate...? - powiedział Walker i spojrzał na mnie odwracając się do mnie przodem. - Widziałem jak patrzyłaś na tamtego chłopaka, co on ma a czego ja nie mam? - powiedział lekko zazdrosny.
doskonale wiem o co mu chodziło. Na bruneta patrzyłam się inaczej niż na szatyna. Zastanowiłam się chwilę aż w końcu... nic nie odpowiedziałam dla szatyna.
- Czyli nie dostanę odpowiedzi... - powiedział zawiedzionym tonem i spuścił wzrok.
- No dobra... powiedzmy że wpadł mi w oko jego wygląd... ale to o niczym nie świadczy?! - mruknęłam.
- No już lepiej, proponuję ze mną pogadać, u ciebie przy jakimś fajnym filmie, bądź serialu. Hm? Co ty na to? - spytał patrząc na mój uśmiech.
Dobrze wie co lubię, jakie filmy oglądam dość często i co kocham najbardziej, a przede wszystkim co jest dla mnie najważniejsze w uczucia do drugiej osoby. Pokiwałam na znak TAK.
- To jesteśmy umówieni o...
- O 16.00 u mnie! - rzuciłam i wyszłam z sali.
Przy okazji zdążyłam dowiedzieć się w której jest ten nieznajomy chłopak. 2C. Hmm... no dobra... tyle że nie mam zielonego pojęcia co zrobić żeby zwrócić na siebie jego uwagę... może? Nie! Wybij to sobie z głowy!
Udałam się do szatni. W szatni był już Diego i kilku innych chłopaków ode mnie z klasy. Zignorowałam, a bynajmniej próbowałam z ignorować spojrzenie - jego spojrzenie było bardzo kuszące - spojrzenie tego nowego.
Wlepiłam wzrok w ziemię i zaczęłam ubierać buty. Nowy tylko coś mruknął, zbytnio nie wiedziałam co powiedział ponieważ w drugiej szatni były dość głośne prowadzone rozmowy.
- Miłego dnia... - mruknął Walker wchodząc do szatni.
Widział moje zmieszanie na twarzy i wyraz twarz nieznajomego.
- Carter? - mruknął. - Mogę wpaść wcześniej do ciebie? - spytał a ja szybko kiwnęłam głową.
W trybie ekspresowym podniosłam się z ławki i zabrałam swoją kurtkę a po drodze kurtkę swojego przyjaciela. Wręczyłam mu kurtkę przy wyjściu i wejściu do naszej wspólnej szatni. Poczułam że zrobiło mi się gorąco. Ale przecież jest wrzesień?
- Co ty taka wyleciałaś z szatni jak poparzona? - zadał mi pytanie Walker.
- Nie chciałam pokazać, że w końcu polegnę? - na myśli miałam to że im dłużej będzie się nieznajomy na mnie patrzył, tym i ja szybciej podniosę wzrok z ziemi. Ogarnęłam ten sposób od Walkera, próbował pokazać dominację ale ja im dłużej się w jego patrzyłam tym bardziej o się robił czerwony, więc między innymi wygrałam walkę o dominację.
- Może zaprosimy kogoś jeszcze? Hm? - powiedział i nakładając na siebie cieńszą kurtkę.
Co z tego że jest wrzesień, no i jest troszeczkę ciepło ale i tak kazałam mu wziąć tą kurtkę.
- Kogo masz na myśli?
~ Diego i Alice! - powiedzieliśmy razem. - Okej! - powtórzyliśmy tę czynność znowu.
Na twarzy Walkera zagościł czysty i widoczny rumieniec. Zaśmiałam się kiedy zauważyłam jego zmieszanie i zakłopotanie w jednym.
- Będzie okej, też Cię kocham~ - cmoknęłam szatyna w policzek na co ten jeszcze bardziej zrobił się czerwony.
Ruszyłam przed siebie i z uśmiechem szłam przed siebie.
- Wcale mi nie pomogłaś... - mruknął nie zadowolony.
- To co mam zrobić aby ci pomóc...? O buzi zapomnij - zaczęłam się śmiać a chłopak posmutniał.
- Dziękuję... - powiedział i ruszył przed siebie.
- Oj Walker.... nie bądź obrażony - mruknęłam podbiegając do szatyna.
- Zostaw mnie...
- Nie! - wrzasnęłam na chłopaka.
Przywarł mnie do ściany i...
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen3h.Co